Strony

sobota, 7 listopada 2015

Reaktywacja bloga - cd.. Grecji i prace w międzyczasie

Witam po strasznie długiej przerwie. Nic mnie nie usprawiedliwia, ani praca, którą podjęłam i która zabierała mi masę czasu, ani potem sklepik, który też (szczególnie przez wrzesień i połowę października) wykańczał mnie fizycznie. Chyba się starzeję. Bo na pewno nie staję się młodsza. A może stwierdziłam, że blog staje się nudny. 
Szybko podsumuję wyprawę do Grecji, żeby nie było, że byliśmy dwa dni. 
Znajomy z FB - Nikos Filaktos - okazał się kompozytorem, aranżerem, klarnecistą. Powitał mnie - Witam szanowną panią - po polsku, więc zbaraniałam. Okazało się, że urodził się w Zgorzelcu, tak jak mój Misiek. Skończył szkoły w Polsce, akademię muzyczną w Poznaniu, a w 1978 wrócił do Grecji. Ożenił się z Polką, ma dwie córki i w domu wszyscy mówią po polsku. Miło było posłuchać wspomnień, dowiedzieć się jak się odnalazł w Grecji. Bardzo miłe spotkanie i mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy. 

Z Aten jedziemy do Delf. Po drodze zahaczmy o Maraton. Trochę brak oznaczeń, więc błądzimy szukając startu ówczesnych biegów.







Do Delf docieramy wieczorem, jemy pyszną kolację, zwiedzamy miasteczko nocą (w sumie dwie uliczki), a rano idziemy zwiedzać wyrocznię, a potem muzeum. Podoba nam się i jedno i drugie.









Po południu schodzimy w dół do świątyni Ateny.

Wieczorem czytam Miśkowi na głos w kawiarni "Lesia" śmiejąc się co chwila prawie do łez, wzbudzając zdziwienie innych gości (niektórzy też się śmieli - pewnie ze mnie).

Po drodze do Meteorów (nie wiem czy to po drodze) zwiedzamy Termopile. Pomnik, muzeum i wzgórze z tablicą, które jest właściwym miejscem bitwy.



Meteory - to przepiękne widoki i to patrząc do góry i patrząc z góry. Bliżej Boga, na skałach, może to i miało jakiś sens. Teraz jest co zwiedzać.






Wieczorem wróciliśmy do Delf, aby rano ruszyć dalej - przez cudowny (i kosztowny) most w Petrze do Olimpii.



Starożytny stadion, ruiny świątyni Zeusa, miejsce zapalania znicza olimpijskiego.








Nocujemy w Petalidi, nad morzem. Widok rozbudza chęć plażowania, choć wiemy, że woda o tej porze roku zimna. Jedziemy na wyspę Elafonisos. Do wody wchodzimy i po minucie zwiewamy na plażę, a i tam długo się nie da wysiedzieć, bo wieje wiatr.



Ruszamy do Monemwazja - kamiennego miasteczka - jest ono zbudowane na ogromnej, położonej na morzu skale, która jest połączoną z lądem jedynie wąskim pasem ziemi (kiedyś zwodzonym mostem). Ponadto z trzech stron jest otoczone urwiskiem a z czwartej przed intruzami ochrania go potężna fortyfikacja. Ze stałego lądu można dostać się jedynie przez jedną bramę i stad wzięła się nazwa miasta, która w języku polskim po prostu oznacza jedno wejście.

W zimie mieszka w atrakcji turystycznej 12 osób. Twierdza jest odnawiana i ma być przerobiona na luksusowy obiekt turystyczny. Nocujemy w malutkim pokoiku z widokiem na plażę.












I ostatni, ale pełen wrażeń etap - nocujemy w Nafplion - to nasza baza wypadowa. Samego miasta nie zwiedziliśmy, ale motel jest pod samą główną atrakcją - wspaniałą twierdzą Palamidi. Jest to osiemnastowieczna forteca zbudowana na niedostępnej skale. Za jej murami znajdują się trzy zamki i siedem bastionów, z których każdy jest oddzielony własnymi murami i fosami. W XIX wieku twierdza została zamieniona w więzienie, które istniało aż do czasów międzywojennych. Do naszych czasów w idealnym stanie zachował się jedynie bastion św. Andrzeja. Warto jednak wspiąć się na górę, bo z ruin rozlega się naprawdę wspaniały widok na całą zatokę Karathóna, a także na trzy inne zamki pochodzące jeszcze z czasów bizantyjskich, które tworzą fortyfikacje o nazwie Its Kale. Można wjechać na górę samochodem, ale nie ma się gdzie zaparkować (chyba, że przyjedzie się z godzinę przed zamknięciem tak jak my) albo wejść po wielu, wielu, wielu schodach.





Tam nocujemy, ale zwiedzamy Mykeny (byłam zaskoczona, bo ruiny mogą zwiedzać też osoby niepełnosprawne),





Epidavros z niesamowitym teatrem, w którym nadal są odbywają się przedstawienia (w pewnym miejscu areny jest specjalne miejsce i jak się na nim stanie i recytuje czy śpiewa głos jest wszędzie jednakowo słyszany).




Powrotnej drogi do Aten nie pamiętam, bo co tu pamiętać jadąc autostradą. Oczywiście Misiek zrobił mnie w konia i podał inną godzinę odlotu i byliśmy dwie godziny za wcześnie, bo pojechałam sobie bardzo szybko ;) .
Może wcześniej powinnam tak opisać wszystko w skrócie i było by fajniej.



Po majowych wakacjach jak co roku miałam niechęć do robienia czegokolwiek. Po wakacyjne nieróbstwo. Dobrze, że mam klientów, którzy zmuszają do pracy. 


















W tym pudełeczku robiłam tylko środek. 












































Najnowsze prace - na kursie. Sama jestem ciekawa jak wyjdą jak sama będę je robiła. Zajęło to prawie cały dzień. 



Mam nadzieję, że prace świąteczne pozwolą mi na bieżąco prowadzić bloga. Na razie za świąteczne ozdoby jeszcze się nie biorę, ale jak tylko uporam się z zamówieniami ruszam pełną parą, bo czasu ja k co roku coraz mniej :) .

11 komentarzy:

  1. Wspaniała wycieczka i piękne prace!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogłabym tam zamieszkać, ale musi wystarczyć coroczna wycieczka. Dzięki :)

      Usuń
  2. Piękne wspomnienia wakacyjne!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Takich widoków to tylko pozazdrościć. Piękne prace poczyniłaś. Urzekł mnie chlebak. Pozdrawiam;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chlebak też pokochałam i dobrze, że się podobał klientce :) Grecja i widoki , ach.

      Usuń
  4. Alicjo miałaś udane wakacje w Grecji. Zawsze marzyłam by tam pojechać. Twoje prace są rewelacyjne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jedź jeśli możesz, bo trochę ruinek się rozpada . Dzięki.

      Usuń
  5. Odpowiedzi
    1. Już trochę nadrabiam na wszystkich frontach, ale... jestem i mam nadzieję, że coraz częściej.

      Usuń
  6. W końcu relacja dokończona ;-) Fantastyczny, zachęcający do podróży opis :-))) Lenistwa nie widzę , świetne dziecięce prace :-)))

    OdpowiedzUsuń

A po nocy przychodzi dzień, a po zimie lato :)