Strony

wtorek, 29 października 2013

Jesienne klimaty

Za chwilę Pierwszy Listopada. Jedni uważają, że to smutny dzień, inni mają okazję spotkać się z bliskimi, powspominać tych których przyszli odwiedzić na cmentarzach . Kwiaty, które przynosimy tak naprawdę niekiedy nie są dla nich (światełko tak!) . Mam ciocię, która ma zawsze wizję koloru kwiatów i jak się przyniesie coś nie po jej myśli jest bardzo nie zadowolona. Któregoś roku słyszałam rozmowę dwóch pań i jedna skarżyła się drugiej, że obecna żona jej byłego męża wyrzuca wiązanki, które są od innych (czytaj innych kobiet). Wyrzuca, bo są ładniejsze - stwierdziła ta była. Czy jest to ważne, która ładniejsza, droższa? A może wystarczy ulubiony kwiatek ? Ja mojemu przyjacielowi często zanoszę tylko jedną różę. Lubił je bardzo. Mojemu tacie zostawiamy gdzieś z boczku papierosa. Mama lubiła wrzosy i któraś z nas zawsze o tym pamięta. Tata Miśka był Grekiem i ja staram się żeby kwiaty były niebieskie, biało-niebieskie, światło też miało niebieski klosz. I robię tym razem to dla siebie, bo On wolałby goździki, które bardzo lubił. 

Klienci przeważnie określają kwotę i prosimy ich żeby powiedzieli w jakim kolorze. Dobór kwiatów to już Haliny domena . Dużą popularnością cieszą się wianuszki. Jutro i pojutrze będziemy miały co robić, ale już dużo zrobiłyśmy (czytaj Halina zrobiła - ja robię na razie tylko zdjęcia) . 












Nie zapominamy o decoupage. Kilka drobiazgów się zrobiło. 














Już powoli idą Święta. Listopad będzie już pod ich wpływem. Część zrobionych rzeczy idzie na zaplecze. Jedne będą na kiermasz, inne do netu, jeszcze inne pojadą do Grodziska i trzeba pamiętać o najbliższych . Już się pogodzili, że dostają wytwory moich rąk. Ale w tym roku będą i inne prace - Haliny, Edyty i Grażyny. :)  

sobota, 19 października 2013

Jesień w Beskidach

Ostatni raz byłam w Beskidach 38 lat temu. Kiedyś połowę podstawówki i całe liceum, co lato chodziłam na obozy wędrowne, a nasz dyrektor szkoły bardzo lubił te góry. Pewnie dlatego, że były dla takich dzieciaków jak my przyjazne. Z małym plecakiem harcerskim, z zrolowanym na nim kocem, butami zapasowymi dyndającymi się z jednej strony, a z drugiej manierką i menażką wysiadaliśmy w Żywcu lub w Zwardoniu i PKS-em do jakiegoś miasteczka u podnóża gór, na szlak i w góry. Od schroniska do schroniska. Są jeszcze takie ? Dwa tygodnie codziennie naście kilometrów, deszcz nie deszcz, upał nie upał trzeba było przed wieczorem dojść do celu, bo inaczej nocleg w lesie. Uwielbiałam takie wakacje. Teraz tylko patrzyłam i rozkoszowałam się pięknem tych gór. Jesień w górach to poemat . Trzy dni (bo tyle tam byłam) to mało . Ale musi wystarczyć . Żywiec, Porąbka, Czaniec, Tresna, Pszczyna, Goczałkowice.  Po zaporach nasza droga wiodła, więc widoki były jeszcze piękniejsze. Garść zdjęć wrzucam . 


To może nie barwy jesieni, ale tak nas powitał świt . Potem to przeszło . 





Goczałkowice Zdrój . 






Żywiec - nad zbiornikiem . 





Żywiec  miasto . 














Park miniatur . 




Katedra w Żywcu . 



Szkoda, że zimą mój Misiek nie zagląda w tamte strony, zimowe zdjęcia też były by piękne . 
Ja oczywiście robiłam za kierowcę , ale ja to lubię. Nasz "TATA" cudownie jeździ po wniesieniach. Prawdziwa przyjemność jeździć nim pod górę. Leciutko, bez wysiłku. A teraz jest po rocznym przeglądzie i po prostu fruwa. Fajny samochodzik . :)