Strony

wtorek, 30 lipca 2013

Zrobiłam chyba ikonę. I inne sprawki.

Czasami jak się wraca z innego kraju, chce się zrobić coś co tam się widziało. Ja napatrzyłam się na ikony. Mówiłam już kiedyś, że mam ochotę spróbować, ale potem poczytałam i lekko się podłamałam. Połowy nie zrozumiałam. Tylko, że ja nie mam zamiaru robić ikon z prawdziwego zdarzenia. Moje mają być zabawą decoupage w ikony. Chyba mi się udało. Bawiłam się przy tym, był to decoupage, a efekt ... sami oceńcie. 



Nie jest to malunek, kiedyś dostałam ten obrazek po kolędzie. Ale szkoda mi było go wykorzystać i zrobiłam skan i wydrukowałam. Jak mnie nie było ułamało się drzewo na trawniku i za 10,- robotnicy pocięli na dość cienkie kawałki pniak. Mam kilka fajnych okrągłych plasterków z pnia. Wyrównałam w miarę możliwości. Przykleiłam wydruk, a dookoła położyłam pastę pękającą. 
Potem to już zabawa złotą folią - w kawałeczkach - i pastami do wypełniania spękań. Na koniec krak na postaci, lakier i gotowe. Pierwsze koty za .... Jak się spodoba pewnie zrobię jeszcze jedną, a może dwie. Kto wie.

Dokończyłam też futerał na okulary. Chyba dla faceta, bo miało już fakturę krokodyla i tak go też udekorowałam . 






 Przez ostatnie kilka dni zajmowałam się przyjaciółką i jej mężem. Mieszkają kilka kilometrów od Wenecji. Ewcia co roku przyjeżdża do Polski. Raz towarzyszy jej mąż, kiedy indziej dzieci lub odwiedza nas sama. Przyjaźnimy się od czasów liceum, a to już szmat czasu. Jej mama mieszka ulicę obok. Mamy do siebie bliziutko jak przyjedzie. W tym roku odwiedziła Mazury - Biskupiec gdzie się urodziła, Ełk, Kętrzyn, Giżycko, Mikołajki, Św.Lipka. I wiele innych, ale mam sklerozę i poczekam jak mi to spisze.  Jej mężowi wszystko bardzo się podobało. Obejrzałam zdjęcia, które zrobiła i też się zachwyciłam . Chętnie pokazałabym wszystkie, ale jest ich stanowczo za dużo. Ale kilka, może Was zaciekawią.  














Ja strasznie dawno nie byłam na Mazurach. Brakuje mi tych widoków. Może jak się tak napatrzę, to uda mi się tam wybrać. Tęsknię za tamtymi czasami kiedy spędzałam urlop w naszych górach i nad naszymi jeziorami. Zupełnie nie wiem czemu się to zmieniło. Nigdy nie ciągnęło mnie, żeby jechać za granicę (no może właśnie do Wenecji, ale tam była Ewa). Teraz też nie ciągnie za bardzo. Ale są inne układy. Pozostają mi tylko te piękne zdjęcia. Jest ich naprawdę dużo i namawiam Ewę, żeby podzieliła się nimi na jakimś blogu, ale tłumaczy się, że nie wie jak. Wykręty.

Przywiozła mi oczywiście magnes na lodówkę. W to lato wzbogaciłam moją lodówkę kilkoma zdobyczami . 


od Ewci


od Haliny z sanatorium 





z lotniska w Wiedniu 



od Ewci z Wenecji



przywiezione z Krety

od Piotra - znajomego z pracy - ze Szwecji 

od przyjaciółki Doroty i jej córki Asi z Japonii 


Magnesy to od lat moja pasja. Wszyscy o tym wiedzą i w miarę możliwości przywożą mi ze swoich wojaży. Ja też rewanżuję im się tym samym. Chcą czy nie chcą zbierają magnesy ;) 















niedziela, 28 lipca 2013

Karteczka czy nie karteczka, sama nie wiem

Mam w sklepie różne rodzaje kartek - gratulacje, życzenia, podziękowania. Są ładne, bardzo ładne, maszynowe i ręcznie robione. Ale poproszono mnie o zrobienie karteczki. Gratulacje z okazji ślubu. Zrobiłam, ale do końca nie wiem czy to karteczka.






Jak oglądam prace innych dziewczyn, zachwycam się kwiatami, ornamentami, ale jak sama robię wychodzi minimalistycznie. Widocznie inaczej nie umiem. Może kiedyś ...

piątek, 26 lipca 2013

Hej ho do pracy .... chyba oszalałam

Wcale nie chce mi się pracować i to na całym froncie. Nie chce mi się wstawać, sprzątać, gotować i robić COKOLWIEK . 
Nawet decoupage . Zrobiłam tylko trzy prace, jedną chyba dla zabicia czasu, drugą dla przyjaciółki a trzecia to mini praca.  
Świnki dostałam w prezencie i zrobiłam je chyba żeby nie wyjść z wprawy. Oczywiście żartuję.





Kota zrobiłam dla przyjaciółki . Ewa przejeżdża do Polski raz na rok i staram się zawsze obdarować ją kolejnym kotem. W ubiegłym roku był to zegar. Teraz zobaczyła robiony przez Halinę wazon w maki i powiedziała, że maki jej się podobają (mam nadzieję, że nie mówiła tego z grzeczności i że lubi maki naprawdę) . 




Może dorysuję mu mordkę, ale nie wiem. 
Doniczki dostały tylko farby, zrobiłam małe przecierki i potem lawendę. Drobiazgi . 


Za to Halina nie próżnowała. 






I pokazała zaprzyjaźnionej klientce jak to się robi i wyszły takie cacka.










czwartek, 18 lipca 2013

Zwierzątka, kwiatki, przyroda Krety

Powroty bywają czasami bolesne. a mnie zaczyna wszystko boleć. Zaczęło się od głowy, teraz coś z brzuchem, chodzę przymulona. Nic to musi przejść (może na innych?) . 
Trochę w ciągu tych dwóch tygodni opisywałam swój i Miśka pobyt, ale obiecałam pokazać zdjęcia cudownych krajobrazów, zieleni, kwiatów, cudownych odcieni wody, no i zwierzaków. Obiecałam sobie zrobić dużo zdjęć kwiatów. Chyba mi się udało, bo jest ich o tej porze multum. 











































Nie ukrywam, że jestem zakochana w greckich górach . Nie tylko tych na Krecie. Pierwsze zobaczyłam góry na granicy z Albanią i zrobiły na mnie niesamowite wrażenie. Ich koloryt - białe, żółte, pomarańczowe, rude, zielone, granatowe i na koniec czarne. Siedząc za kierownicą samochodu jechałam z głową do góry i tylko wydawałam okrzyki zachwytu. Kreta nie jest tak barwna, ale i te góry mają swój urok. Są takie dzikie, pełne wyrw, uskoków, nawisów. Wcale się nie dziwię, że bogowie lubili rodzić tam swoje potomstwo. 









































Zdjęcia nie oddają ich piękna. Ja zawsze lubiłam bardziej góry od morza. Jako dziewczyna od 6-tej klasy podstawowej do końca liceum w każde wakacje chodziłam na obozy wędrowne w nasze polskie góry. Beskidy schodziłam całe. Bieszczady były dla dziewczyny z miasta czymś przepięknym. Sudety były znów dzikie. 
A morze jak to morze. Nasze jest szalone, a greckie nawet jak są fale tchnie spokojem. I jest ciepłe. I słone. Fallasarna,
Matala, Preveli, Elafonisi. Ta ostatnia to moja ulubienica.





















Pozostały zwierzęta. Koty. I w tym roku osioł. Były też kozy, ale jadąc samochodem tylko uważałam, żeby ich nie rozjechać. O robieniu zdjęć nie myślałam.