Strony

czwartek, 4 lipca 2013

Pierwszy etap - kontynentalna Grecja

Tradycyjnie mój Misiek musiał zajrzeć do Salonik. Żyje tam najbliższy przyjaciel teścia i trzeba podtrzymywać tradycję. Saloniki mi się zawsze bardzo podobały i podobają. Bardziej niż Ateny, chociaż żadnego z tych miast nie zwiedziłam dokładnie. W mojej podróży towarzyszy Pan Miś .Pluszowy misiek, którego wieziemy dla ciotecznej wnuczki . 


Ponieważ wyruszaliśmy z Warszawy o 4 rano, to nie opłacało się kłaść i w samolocie Pan Miś służył jako poduszka i nie ma zdjęcia z tego lotu. W drodze do Aten miał za to osobną miejscówkę i dostał nawet przydziałowego batonika. Do stolicy Grecji polecieliśmy na koncert ulubionej piosenkarki Haris Alexiou . Mój pan nie przepuści żadnej okazji, żeby być na jej występie. Śpiewa naprawdę ślicznie.


Koncert był w amfiteatrze na Akropolu. Cudowna scenografia. Teatr pełen, ale nam się trafiło, że za nami nikt nie siedział i można było się oprzeć. Inaczej ciężko by było wysiedzieć parę godzin bez podparcia. 





 Do hotelu wróciliśmy koło 24 . Założyłam nowe klapeczki i dawno mnie tak nogi nie bolały. Nie miałam pościeranych, ale strasznie mnie bolały. Nie wiem czemu. Pan Miś czekał grzecznie w hotelu.



Rano szybka przebieżka po najlepsze pod słońcem pitki. Ja oczywiście ze szpinakiem, a Dimitris ze serem. I biegutkiem na samolot znów do Salonik. Opłacało się tak kursować . Było taniej niż lot z Warszawy do Aten, a potem na Kretę. 




 Pan Miś wytrzymuje bez gadania długa jazdę na lotnisko, ale potem musi się czegoś napić. I nudzi się , więc dajemy mu sudoku . 


W Salonikach już tylko przesiadka do Iraklionu. Zmęczenie daje się we znaki. Dobrze, że pogoda przez te wszystkie dni znośna. Gorąco, ale z wiatrem i to chłodnym . Wieczorem w drodze do rodziny i później na kolacji zmarzłam. Dziś boli mnie gardło. Ostatni lot Pana Misia - poczytał sobie książeczkę . 


A tak wyglądał transport Pana Misia przez całą podróż. 


Na razie tyle. Dojechaliśmy do rodziny i trochę tu zostaniemy - z 3 dni. Odpoczynek. A potem w trasy. Trzeba zobaczyć to co jeszcze niezobaczone. :) A Pan Miś w niedzielę zmieni właścicielkę 2,5 roczną Marię . Pa pa Panie Misiu . 







9 komentarzy:

  1. Życzę udanego zwiedzania:) Szkoda będzie podróżować bez Pana Misia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba będę musiała czymś Go zastąpić. 0:)

      Usuń
  2. Alu, widzę że pomimo zmęczenia masz wspaniały humor i fajnie.
    Jedna fotka przypomniała mi jak moje starsze dziecię tak właśnie
    podróżowało- z Misiakiem - *wściekle czerwonego koloru :)* w plecaku
    miłego zwiedzania - pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziś dzień odpoczynku. Książka, hafcik kwiatków, trochę pospaliśmy. Od niedzieli będziemy mieli samochód i wtedy już Kreta nasza. A jutro zwiedzamy bazar w Irakionie.

      Usuń
  3. Bardzo fajna relacja :) A misio całkiem duży :)Chyba swoje ważył ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, taki tylko puchaty. Siedzi teraz na tarasie i duma nad zmianami kolei losu. :-)

      Usuń
  4. Super relacja z wycieczki)!
    świetny jest ten misio:-)))

    OdpowiedzUsuń
  5. przypomniały mi sie słowa piosenki-jedziemy na wycieczkę bierzemy misia w teczkę ,a misiu jak to misiu narobił w majtki sisiu....oby twojemu misiowi sie to nie przytrafiło haha

    OdpowiedzUsuń
  6. Ale super wyprawa! Następnym razem proszę zabrać mnie ze sobą, obiecuję, że będę grzeczna jak ten MIŚ :))

    OdpowiedzUsuń

A po nocy przychodzi dzień, a po zimie lato :)