Strony

czwartek, 11 lipca 2013

Grecja - wyspa Kreta


Kreta. Wyspa duża, ale jak chce się ją przejechać to okazuje

się, że nie zajmie to dużo czasu. Z Salonik przylecieliśmy do 

Iraklionu. Misiek ma tam rodzinę i u nich się 

zatrzymaliśmy na cztery dni. I wystarczyło. Iraklion nie 

jest moim ulubionym miastem. Poszliśmy w sobotę tylko na 

targ. 

Pierwotnie chyba był to tylko targ spożywczy - warzywa, 

owoce, ryby. Teraz można tam kupić ubrania, torebki, 

buty,szkło . Stare i nowe. Kupiłam skarbonkę z królikami 

Beatrix Potter. Była jeszcze z ceną 7.000 drachm, co wtedy 

dawało około 23 funtów . Ja dałam 2 eur. Lubię bardzo jej 

Królika Piotrusia. Zupełnie nie wiem po co mi skarbonka. 

Ale najlepsza była atmosfera - każdy 

sprzedawca krzyczy - u mnie najtaniej, po 1 eur, po dwa, 

zależy co .

Po drodze zobaczyłam kaktusa, który wyrósł na kilka 

metrów w górę i był strasznie chudy (a w domu takiego 

ususzyłam na amen) . 





Ze stolicy ruszyliśmy na południe. 

Misiek wypatrzył w internecie kwaterę za małe pieniądze 

apartament w Plakias. 

Małe "miasteczko" - plaża, morze, hoteliki. Oczywiście 

jechaliśmy przez różne góry, wąwozy, zapory i plaże . Tak 

normalnie dojechać z Miśkiem nigdzie nie można. I jak ma 

się jeszcze GPS ustawionego na trasę optymalną. Skieruje 

cię na wszystkie badziewne drogi. I tak zajechaliśmy 

obejrzeć zaporę Fragma Ferenomeni. 





Wjechać na górę, a potem na dół, ale zamiast prosto, to od 

d... strony. A tak. 

Po drodze ruiny Festos. To chyba drugie co do wielkości po 

Knossos wykopaliska starożytnych siedzib. 






Nie mniej interesujące były groty w Matala. Tam swoje 

siedliska mieli hipisi. Niestety do grot nie ma wejścia. 

Można tylko popatrzeć, poopalać się i popływać mając je 

nad sobą .







Nie wiem czy na jezdni zachowały się choć niektóre 

malunki hipisowskie. Raczej wątpię, ale podobały mi się 

niektóre. 





Obiad w Agios Galimi, w ślicznej restauracyjce . Sama 

miejscowość to zatoka, z uroczym zboczem. 








Poszukiwania kościółka na plaży Agios Pawlos nie 

przeniosły rezultatu. Zdjęcia które znamy pokazywały go 

od strony morza, a my tylko mogliśmy popatrzeć z góry i 

pewnie był zasłonięty. Schodzić z tak wysoka nie chciało 

nam się . Nie te lata.






Ale gdzieś zeszliśmy, ale o tym później. 

Z Iraklionu do Plakias trzeba (jeśli nie chce się jeździć 

szutrówkami) przejechać przez wąwóz Kato. Jeden z 

najbardziej malowniczych. 

Ale i tak moim ulubionym jest wąwóz  Cha, tyle że nie po 

drodze. 




Plakias urzekło mnie swoim spokojem mimo gwaru, który 

gdzieś jakby był w oddali .








Apartament był bardzo ładny i funkcjonalny, ale kabina 

prysznicowa była dla krasnoludów (opuścili nam 5 eur za 

tą niewygodę). 





Co najważniejsze były siatki w oknach i komary mogły 

nam nagwizdać. Niestety dla mnie to zmora. Całymi 

tygodniami się męczę jak mnie ugryzie ten mały.... nie będę 

się wyrażać. 

Wyprawa do Frangokastelos zaczęła się jak mały horror. 

GPS wyprowadził nas na szutrówkę, a nasz samochód 

SUZUKI Alto nawet pod nędzna górkę podjeżdżał z 

wysiłkiem, a co dopiero jak miał tonę żwiru i kamienia. Na 

jednym takim kamulcu koło się ześlizgnęło i zawisł 

samochodzik jednym kołem w rowie. I co robić? Do przodu 

pchać to się stoczymy do tego rowu na amen, a nawet 

możemy spaść niżej, bo za nim już było stromo. Do tyłu - 

trzeba pchać . I Misiek musiał się pomęczyć. Dostał raz 

kamieniem w kolano, ale dał radę. Stoimy na płaskiej, ale 

kamienistej "drodze". Dalej podobno (ja nie wychodziłam i 

nie patrzyłam) lepiej, ale trzeba przejechać przez ten 

kamień, który jest na samym środku i nie ma jak go 

objechać - z boku zbocze a z drugiego rów i stromizna. I 

decyzja jadę do tyłu. W pewnym miejscu było szerzej więc 

może uda się zawrócić, bo inaczej jazda do tyłu potrwa z 

dobrą godzinę. Misiek idzie za samochodem i woła - ciut w 

lewo, za bardzo, prostuj koła.... i tak dojechaliśmy do 

szerszego odcinka. Już szykuję się do zawracania, a tu 

przed maską facet na osiołku. Uśmiecha się miło, ale z 

politowaniem, gdzie się babo pchałaś i na pewno mu nie 

przyszło do głowy, że słuchałam się faceta. Zdjęć nie 

zrobiliśmy - nawet nie przyszło mi to do głowy. 


W Frangokastelo zobaczyliśmy zamek, poszliśmy na plażę 

przeleżeliśmy tam do wieczora. 





Już odstresowani do samochodu, a on nas nie lubi. 

Akumulator zdechł. 


Najpierw pomyślałam, że połowę samochodu zostawiliśmy 

na tej kamienistej drodze, bo nieźle kamienie dawały mu 

popalić, ale potem prawdopodobnie musiałam pchnąć 

wajchę świateł i się wyładował po tylu godzinach (co to za 

samochód, który nie odcina elektryki) . Za 10 eur przyszedł 

pan z kablami i swoim samochodem - jejku jakie to były 

kable - trzy osoby do podłączenia - jedna trzyma jeden 

koniec na klemach, druga drugi , a trzecia rusza. Udało 

się. 

Wróciliśmy. 

W nagrodę dostałam nowe piwo małego browaru - 

Septem. 

Niezłe, chociaż moim faworytem jest Mytos. 






I pierścionek . Podobno zaręczynowy . Śliczny i taki 

jakiego szukałam - z oliwinem . :)



 Cdn...

5 komentarzy:

  1. Widoki fantastyczne i wrażenia niezapomniane :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Szybciutko pisz dalej... Tak cudnie się czyta i ogląda .

    OdpowiedzUsuń
  3. Widoki zapierają dech w piersiach:) Ślicznie:)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak ja Ci dziękuję i za wspomnienia o Krecie i za sporą dawkę humoru przy czytaniu:)))
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń

A po nocy przychodzi dzień, a po zimie lato :)